UFO - chcę uwierzyć...

zjawiska paranormalne, UFO - blog fanów "zielonych ludzików"

KONTO USUNIĘTE, 2012-01-28 09:06:58 napisał:
Było pisane już o Incydencie na górze ŚW. Anny ? : 3

Komentarze:

2012-01-28 13:25:28, Earendur:

Widzę, temat zainteresował przynajmniej jedną osobę. Dlatego też postanowiłem podzielić się częścią wiedzy, jaką zbieram od długiego czasu na ten temat. Pomogłem sobie znaną stroną opisującą „Projekt Chronos” oraz kawałkiem filmiku na YT, dokumencie rosyjskim, który poświęcił 40 minut tej sprawie. Jeśli więc ktoś zna te materiały prosiłbym o nie pisanie że „odgapiam i przepisuję”- tylko się posiłkuję.
I jeszcze jedna rzecz, zanim wyłożę materiał. Należy pamiętać, że rzeczy, o których tu piszę, w ponad 90% pochodzą z różnych wycieków tajnych dokumentów, że to, co opisuję to chyba największa zagadka i tajemnica XX wieku, że jako ludzie „niewtajemniczeni” możemy tylko poruszać się we mgle, opierać na strzępkach informacji oraz zdarzeń i polegać na logicznym umyśle. Zachęcam do własnych poszukiwań, i choć na wszystkich stronach znajdziecie prawie te same fakty inaczej opisane- to zawsze może „wpaść” coś więcej do wiadomości. No, to jedziemy.

Na sam początek należy zauważyć, że Rzesza to nie tylko obozy koncentracyjne, wojna, cierpienie tego typu skojarzenia. W tym natłoku ludzie zapomnieli, że było to także chyba najbardziej tajemnicze państwo w ubiegłym stuleciu. Powstało nagle, prowadzone przez niemal mistycznego wodza, który poderwał 80milionowy naród. Przez człowieka, który święcie wierzył w magiczne symbole, pochodzenie, w skarby, legendy i mity. Który wierzył w to, że naród niemiecki to potomkowie prawdziwych, mitycznych Arian. Można powiedzieć- spoko, nikt nikomu nie zabrania wierzyć w co mu się podoba. Ale gdy stoi się na czele takiego państwa, jakim są Niemcy…marzenia można urzeczywistnić.
Hitler powołał wiele naukowych ekspedycji, badacze rozbiegli się po całym świecie, tysiące archeologów pracowało dla niego. Po co? Już wyjaśniam. Może oglądaliście bajkę o Atlantydzie. Może też znacie mity i legendy, jakie o niej krążą. Więc musicie wiedzieć, że w Rzeszy wszyscy wierzyli w jej istnienie oraz wszyscy byli przekonani, że Niemcy, Aryjczycy, to potomkowie Atlantyków. Czym była Atlantyda? Wg legend i mitów a później i badań (ale o tym zaraz) była to cywilizacja, która zamieszkiwała ziemię przed ludźmi. Nie był to jednak prymitywny lud, który posługiwał się orężem Geraltowym- żadne miecze, pałki, łuki i tym podobne. Ponoć technologia Atlantyków stała na wiele wyższym poziomie niż współcześnie, ponoć nauka wielokrotnie przewyższała obecnie- to, co nas głównie interesuje to latające statki, poruszane dziwnym napędem, które mogły latać zarówno w naszej atmosferze, jak i wylatywać poza nią. Upadek Atlantydzi sprowadzili na siebie sami- skłóceni przywódcy tej cywilizacji rozpętali wojnę, w której w ruch poszła broń atomowa i wiele potężniejsza, wskutek doszło do katastrofy cywilizacji, która zniknęła z powierzchni ziemi. Jednakże…Niemcy uważali, że niektórzy ocaleli. Ocalali podobno umieścili na całym świecie różne wskazówki i symbole, które miały, za tysiące lat, pomóc ich potomkom (Wg Hitlera właśnie im- „Aryjczykom”) odkryć ich pradawną wiedzę i wznieść się na szczyt władzy. Ktoś może uznać to wszystko za wariactwo- ale nie da się wyjaśnić zbyt wielu rzeczy, by po prostu wszystko wyśmiać. Dziwne ornamenty na piramidach w kształcie latających talerzy- to tylko wierzchołek góry lodowej. A skoro o górach lodowych wspominamy…To trzeba powiedzieć o Mapie Pirirejsa. Na pewno każdy z was, który interesuje się takimi tematami o niej słyszał. Więc tylko krótko dla przypomnienia: w 1920-tym którymś opublikowano mapę Pirirejsa. Było to niezwykłe znalezisko. Pirirejs był marynarzem, kapitanem statku, kupcem i handlarzem, pochodził z Turcji. Żył w XIV bodaj wieku (jak się pomyliłem o jakieś 100 lat- przepraszam) a zasłynął z tego, że nakreślił mapę. Niby nic. Problem polega na tym, że…była na niej umieszczona Antarktyda. Co w tym dziwnego? Ano to, że Antarktydę odkryto dopiero 400 lat później, więc zwyczajnie nie mógł wiedzieć o jej istnieniu. Co jeszcze zaskoczyło? To, że narysował linię brzegową z dokładnością…większą, niż współczesna amerykańska marynarka, mająca do dyspozycji najnowszą technologię! Ba, mało tego- Antarktyda wcale nie była pomalowana na biało- na tej mapie była kolejnym, zwykłym lądem, z roślinami, zwierzętami. Były zaznaczone łańcuchy górskie, rzeki, doliny…Czy to nie dziwne? W XIV wieku Antarktyda z pewnością wyglądała tak, jak obecnie, bo nie jest możliwe, żeby zaledwie w kilkaset lat stała się dużą kostką lodu do dużego drinka Odyna (przepraszam za mój humor :D). Skąd Pirirejs mógłby wiedzieć o takich rzeczach? Z własnego doświadczenia na pewno nie- wątpię, czy kiedykolwiek dopłynął na Antarktydę, zresztą, po co? Z kim miałby handlować? : ) Pojawiło się przypuszczenie, że to nie on jest autorem mapy, że on po prostu tą mapę znalazł a należy ona…Jeszcze do Atlantyków. Może to zwariowana teoria, ale na pewno bardziej wiarygodna niż ta, wg której sam wszystko narysował. Chociaż…Admirał w swoich notatkach stwierdził, że sporządził tę mapę na podst. licznych źródeł, z których wiele miało już…ponad 3000 lat (!!). Warto tez dodać, że Pirirejs miał rację- niedawne badania potwierdziły, że istniały wysokie masywy górskie, poza tym, wiele gór było kiedyś wyspami, które na mapie zaznaczył Pirirejs.
Mapa Pirirejsa, nie trzeba chyba mówić, rozpaliła serca i głowy wszystkich zwolenników teorii o Aryjczykach i Atlantydach. Nic w tym dziwnego, można rzec. Oto namacalny dowód ich teorii. Co się dzieje? Otóż, w 1935 roku, Hitler powołuje do życia organizację „Ahnenerbe”. Zatrzymajmy się w tym miejscu i poświęćmy jej kilka słów.
Na pewno i bez wątpienia jest to najbardziej zagadkowa instytucja, bo tak chyba można powiedzieć, III Rzeszy a zarazem świata. Jest, a raczej była. Do dzisiaj specsłużby najbogatszych narodów polują na jej tajemnicę. Do teraz i do teraz niewiele więcej się dowiedziały, chociaż…Przecież nie wiem :D W każdym bądź razie, na dowód podam fakt, że podczas wojny, w latach ’44-’45, gdy było jasne, że Rzesza przegra, zarówno dla USA, jak i Stalina polowanie na naukowców i tajemnice Anenherbe stało się o wiele ważniejsze, niż dojście do Berlina w określonym czasie. Rozpoczęła się wojna w wojnie- o technikę i techniczne zdobycze niemieckie. Anenherbe była jedyną w historii organizacją, która całkiem oficjalnie zajmowała się badaniem magii i mistyki przy pełnym poparciu oraz finansowaniu państwa. Na jej czele stał sam Himmler, w jej skład wchodzili najwybitniejsi naukowcy, badacze, mistycy, najważniejsi oficerowie SS (nawiasem mówiąc, wszyscy „poznikali”). Głównym jej zadaniem było, oficjalnie przynajmniej, badanie dziedzictwa przodków, co chyba jest dosyć wiarygodne. Zresztą, „Ahnenerbe” można przetłumaczyć właśnie jako „Dziedzictwo przodków”. Z jednej strony na pewno o to chodziło, z drugiej- doszedł aspekt wojskowy. Niemcy dobrze wiedzieli, że ilościowo nigdy nie wygrają żadnej wojny- jest ich za mało. Dlatego uruchomiono koncepcję jakościową, która polegała na oparciu się o twierdzenie, że wojnę wygrają nie ilością, ale jakością sprzętu, jego zaawansowaniem technicznym. Skoro, twierdzono, na świecie są takie rzeczy jak mapa Pirirejsa, to kto wie, co jeszcze się znajduje na tym świecie…Więc zaczęło się. Tajne organizacje, jak np. „Thule”, do której ponoć sam Hitler należał, zaczęły poszukiwania. Na bliskim wschodzie, Antarktydzie, również w Tybecie. „Do dzisiaj wiele starożytnych księgozbiorów pozostaje jeszcze ukryta w górskich jaskiniach. Do wielu bibliotek do dzisiaj mnisi nie dopuszczają obcych. Dla przykładu: w 1900 roku odkryto księgozbiór ukryty w Tybecie w górskiej jaskini. Większość księgozbioru to kopie księgozbioru napisanego w nieznanym zupełnie języku mające co najmniej kilkusetletnie pochodzenie, o ile nie starsze”. „ Informacje zawarte w starych pismach tybetańskich i hinduskich (napisanych w sanskrycie, języku literackim starożytnych i średniowiecznych Indii) zawierały dokładne instrukcje i szczegóły budowy napędu antygrawitacyjnego. Przykładem tego jest m.in. znane szeroko starożytne dzieło "Vimaanika Shastra", które najprawdopodobniej opisuje budowę pozaziemskich maszyn latających. Jej angielskie tłumaczenie pojawiło się jeszcze przed intensywnymi niemieckimi poszukiwaniami w Tybecie. Wiele opisów znajdujących się w "Vimaanika Shastra" jest nadal niezrozumiałych (nie wiadomo, czy Niemcy odkryli znaczenie wszystkich opisów, ale wszystko wskazuje na to, że tak i nie tylko w tym tekście). "Vimaanika Shastra" opisuje głównie budowę maszyn latających tzw. "viman". W tym tekście są też rozdziały poświęcone m.in. sposobom przygotowania posiłków na czas lotu (!).” Niemniej jednak, technologią od strony czysto fizycznej i chemicznej nie będę się teraz zajmował- to naprawdę za bardzo obszerny dział, zresztą, zainteresowani sami zaczną grzebać informacje w Internecie. Nadmienię tylko, że przytoczone przeze mnie cytaty z jednej ze stron nakreślają wytłumaczenie, dlaczego i skąd Niemcy zrobili tak ogromny skok techniczny.
Wróćmy jednak do Antarktydy. W Niemczech stworzono projekt „Nowa Szwabia”. Miał on za zadanie oznaczyć na Antarktydzie ziemie, które od tej pory miały należeć do nazistów. Oczywiście dziś już tak nie jest, ziemia Antarktydy nie jest i nie może być niczyją własnością- jest to ziemia wszystkich krajów, na której można prowadzić różne badania. Niemniej jednak nie można nie podziękować Niemcom za ich badania, na których do dziś opiera się nauka…
W 1938-1939 zorganizowano wyprawę, o której wspomniałem w poście wyżej. Posiadała statek o wyporności 8000 ton, kilkanaście samolotów oraz dwie łodzie podwodne. Skład to 82 osoby, sami specjaliści (znalazł się tam również wspomniany Admirał Byrd). Podróż udała się i po dopłynięciu na miejsce od razu rozpoczęto wielogodzinne badania oraz loty, podczas których Niemcy robili zdjęcia. A w ogóle, macie odznakę za tamtą ekspedycję http://www.greendevils.pl/rozne/hyperborea/nowa_szwabia/dae_38_39_2.jpg . „Nowa Szwabia” zajmowała obszar, który dziś nosi nazwę Ziemii Królowej Maud (bez trudu znajdziecie w Atlasach- północna Antarktyda). Zrzucono dziesiątki tysięcy metalowych flag i tablic z samolotów, które informowały, ze ten tern został zajęty przez Niemców. Niemcy odkryli potężne łańcuchy górskie o wysokości do 4000 metrów oraz odkryli istnienie działu lodowego przedzielającego Antarktydę. Duża część map wydanych po tym okresie nadal ma niemieckie nazwy geograficzne, świadczące o ich badaniach na tym terenie np. Ziemia Ritschera, Góry Muehliga-Hoffmana czy Masyw Wohltat. Wykonano m.in. zdjęcia 600 tysięcy kilometrów kwadratowych tego terenu (około 11 tysięcy zdjęć wykonano za pomocą specjalnych aparatów firmy Zeiss o nazwie Reihenmessbildkamera RMK 38"), co poświadczają mapy niemieckich badań.
Zastanawiające jest to, że do dzisiaj naukowcy w swoich opracowaniach zawężają obszar poznany przez Niemców do niewiele ponad 300 tysięcy kilometrów. Co chcą w ten sposób ukryć?
A, napiszę teraz. Miałem na końcu, ale zapomnę- do dziś nie wiadomo, co znajduje się na południowej Antarktydzie. Żadna satelita, żadna sonda nie pokaże wam obrazu- sprawdźcie sobie sami na Google Earth- od któregoś tam południka nie uświadczycie zdjęcia. Teren został oznaczony jako „TAJNE” i nikt poza grupą ludzi nie ma tam wstępu. W 2000-którymś szwajcarska grupa coś tam odkryła. Od tamtego czasu ta część kontynentu jest silnie strzeżona i nikt nie wie, co tam odkryto. Dziwne, co?
Naukowa forma ekspedycji z pewnością była tylko przykrywką, która ukryła rzeczywisty cel misji, jak najbardziej militarny. To chyba się udało, bo Goring dostał list z gratulacjami. Utworzono bazę 211. Nie pytajcie mnie, gdzie dokładnie teraz jest i czy jeszcze istnieje, bo nie wiem. Gdybym wiedział, pewnie bym nie żył :D .
Po powrocie ekspedycji „pałeczkę” przejęły Wilki Morskie Hitlera, czyli podwodnicy. To oni zajęli się dalszymi badaniami. Co odkryto? Nie uwierzycie. Podziemne rzeki, które posiadały temp. +18 stopni Celsjusza, wiele oaz, które miały dodatnią, ciepła temperaturę. Rzeki podziemne wydrążyły w lodzie korytarze, które przecież idealnie nadają się na bazę. Osłoniona od wiatrów, niedostępna dla wroga, ukryta…Dlaczego piszę o tym z taką pewnością? Bo dzisiejsza nauka to potwierdziła. Potwierdziła to, że Niemcy mieli rację. Zresztą, jak się zainteresujecie, to zauważycie, że wiele szczytów górskich na Antarktydzie ma…nieośnieżona, nieoblodzoną stronę! Że nie ma w niektórych miejscach ani grama śniegu! Nieźle, prawda? Tym bardziej więc zastanawia treść depeszy wysłanej Fuhrerowi przez Karla Donitza, dowódcy całego Krigsmarine (czyli marynarki Rzeszy), nawiasem mówiąc, drugiego Fuhrera III Rzeszy (Hitler w testamencie to właśnie jego wskazał na następcę). Napisał on depeszę, która wzbudza wiele emocji do dzisiaj wśród naukowców (więc sceptycy mają tu pole do popisu). Brzmi ona tak: „Niemiecka flota podwodna jest dumna ze zbudowania dla Fuehrera, w innej części świata Shangri-La na lądzie, niezwyciężonej fortecy”.
Moim zdaniem to właśnie tam przeniósł się cały potencjał Rzeszy, najzdolniejsi naukowcy, najlepsi dowódcy, cała kosmiczna technologia. Jak? Samolotem. Skąd? Prosto z Berlina. A czy były takie samoloty wtedy? Były. Jakie? Oczywiście, niemieckie. Ale wybudowano tylko dwa. Działały całkiem konwencjonalnie- na benzynę, z normalnym silnikiem. Nazywały się Junkers Ju-390, a ich zasięg to prawie 10 000km. Można więc polecieć takim samolotem absolutnie (prawie) wszędzie. Nie muszę mówić, że pojemność transportowa była olbrzymia. Co ciekawe, jednego z tych samolotów nie odnaleziono do dzisiaj…
…Jak więc wyglądała ta sprawa po wojnie, jak patrzyli na to alianci? ZSRR „zamknął się w sobie” i zaczął pod okiem Stalina szykować się do III wś, bo „może tym razem uda mi się zdobyć świat”. USA tymczasem były dosyć przerażone. Dlaczego? Bo jeszcze do 1946 roku w rejonie mórz przy Argentynie najzwyczajniej w świecie pływały sobie U-booty. Jest znana historia jednego z kutrów rybackich, z roku 1950-go któregoś. Otóż, zwyczajnie wypłynął z załogą na połów, gdy nagle z wody wynurzył się U-boot z pełną załogą i dał wyraźnie znak, żeby kuter się zatrzymał. Na pokład wszedł kapitan U-boota, i z niemieckim akcentem powiedział po angielsku, że potrzebują ryb. Następnie najzwyczajniej w świecie…kupił cały połów, a łódź spokojnie zanurzyła się w wodzie i odpłynęła. Tak, tak- na banderze powiewała swastyka.
Winienem coś napisać o operacji High Jump więcej, ale sami widzicie- ledwo liznąłem temat, i już 6 stron w Wordzie. Jak wam się spodoba i zainteresuje- napiszę. Jeśli nie- trudno. Chcę tylko zaznaczyć, że UFO to maszyny jak najbardziej stworzone przez ludzi dla ludzi, tylko…chyba lepiej nie wiedzieć wszystkiego.

UFO

Można wierzyć w życie pozaziemskie lub nie. Póki go nie znajdziemy lub nie zbadamy całego wszechświata, nie możemy go absolutnie wykluczyć. Tylko zbadanie wszechświata chyba wykracza poza nasze możliwości nawet wypatrując w bardzo odległą przyszłość. Skala kosmosu jest zwyczajnie nieogarnialna dla nas póki co. Więc prawdopodobnie nigdy nie uda nam się bezwzględnie zaprzeczyć istnieniu życia pozaziemskiego.


Tagi

UFO Niezidentyfikowany obiekt latający Zjawiska paranormalne Kosmos Życie pozaziemskie Życie na Marsie Planety Outland Wszechświat Układ słoneczny Czasoprzestrzeń